Rzecznik prasowy ARiMR polemizuje z Magazynem Ekspresu Reporterów TVP 2
Magazyn Expresu Reporterów - emocje ważniejsze od faktów.
Ukazujący się na antenie Programu 2 TVP "Magazyn Ekspresu Reporterów" w wydaniu z 4 października po raz kolejny zajął się sprawą dotyczącą p. Pawła Włodarskiego, który sądził się z ARiMR o nieodbieranie mu pierwszej transzy unijnej pomocy, którą otrzymał na dostosowanie gospodarstwa do standardów unijnych. Niestety zamiast rzeczowej analizy sprawy widzowie otrzymali tylko wielką dawkę emocji, przedstawianych przez rzekomo pokrzywdzonego rolnika i jego rodzinę oraz przedstawicieli organizacji rolników. Autorzy reportażu opowiadając się całkowicie po stronie rolnika, chyba świadomie pomieszali też różne fakty i podawali półprawdy czy wręcz mijali się z prawdą, by udowodnić, że w tej sprawie ARiMR jest winna i działała na szkodę rolnika, bo w sposób rygorystyczny i nieprzyjazny dla niego kieruje się przepisami. To zapewne tłumaczy również, dlaczego autorzy reportażu pominęli w nim większą część wypowiedzi pracowników ARiMR wyjaśniających przyczyny i okoliczności podjętych decyzji, choć podczas nagrania powtarzali to wielokrotnie.
Nieporozumieniem jest np. postawiony przez autora reportażu i przez p. Włodarskiego zarzut, że kontrolerzy z ARiMR, którzy go odwiedzili po złożeniu przez niego wniosku o wsparcie, nie zauważyli, iż zaplanowane do wybudowania nowoczesne stanowiska dla krów (zadeklarował stworzenie 14 takich miejsc) nie zmieszczą się w istniejącym budynku obory. Celem tego sprawdzenia, było bowiem jedynie stwierdzenie, czy w gospodarstwie nie znajdują się już stanowiska dla krów spełniające standardy unijne, czyli czy rolnik nie będzie chciał otrzymać wsparcia na dokonaną już inwestycje. Pracownicy ARiMR ustalili, że rolnik rzeczywiście zamierza dopiero zrealizować inwestycje i udokumentowali ten stan wykonując zdjęcia obory przed inwestycją. I tylko taki był cel ich wizyty, nie mieli prawa dokonywać żadnych pomiarów ani oceny dokumentacji technicznej związanej z planowaną modernizacją obory. Do kontroli dokumentacji i określenia, czy spełnia ona wszystkie wymogi budowlane, weterynaryjne itd., zobowiązane są bowiem inne służby, instytucje np. organy samorządu terytorialnego, czy też powiatowe inspekcje weterynaryjne.
Najbardziej jednak zdumiewa zupełne pominięcie zasadniczego zdarzenia, które stało się "kamieniem węgielnym" problemów rolnika z otrzymaniem drugiej transzy wsparcia z ARiMR i było powodem wystąpienia Agencji o zwrot pierwszej części już wypłaconej dotacji. Chodzi o to, że już po wykonaniu inwestycji, czyli wybudowaniu stanowisk dla krów, p. Włodarski poświadczył nieprawdę w dokumentach złożonych do ARiMR, gdyż napisał, że wybudował w swojej oborze 14 stanowisk dla krów, tymczasem w trakcie kontroli wykonanej inwestycji pracownicy ARiMR stwierdzili, że p. Włodarski w swojej zmodernizowanej oborze wybudował tylko 10 stanowisk. Czyli nie tylko nie wywiązał się z podjętych zobowiązań, ale wprowadził Agencję w błąd składając oświadczenie, że wykonał 14 stanowisk. To właśnie sprawiło, że Agencja zmuszona była, zgodnie z obowiązującymi ją przepisami, zażądać zwrotu pierwszej transzy pomocy, którą rolnik otrzymał z ARiMR. W czasie nagrywania reportażu pracownicy ARiMR wielokrotnie podkreślali, że p. Włodarski złożył w ARiMR fałszywe oświadczenie i tłumaczyli autorowi programu, że nie mogli przejść nad nim "do porządku dziennego", ani też nie mieli możliwości, jak sugerowano w audycji, spojrzeć na sprawę "bardziej życzliwie", gdyż poza wszystkimi innymi aspektami, mogłoby to się skończyć postawieniem im zarzutów o złamanie prawa. Jednak takiej wypowiedzi próżno by szukać w wyemitowanym reportażu. Było natomiast wiele oskarżeń pracowników ARiMR - o brak dobrej woli, czy też dobrych zachowań administracyjnych. W kontekście tej sprawy jest to zupełnie niezrozumiałe i krzywdzące. Pracownicy ARiMR wykazują wiele "dobrej woli", ale rolnicy muszą dać im szansę by mogli im pomóc, a wymagania nie są wygórowane Wystarczyłoby bowiem, aby p. Włodarski, widząc w trakcie realizacji inwestycji, że nie wypełni założonych planów związanych z utworzeniem14 nowych stanowisk dla krów, zwrócił się w tej sprawie do ARiMR. Niestet tego nie zrobił. Tymczasem, gdyby zgłosił się do ARiMR i poinformował, że nie wykona 14 stanowisk dla krów, a jedynie 10, to całej tej sprawy zapewne by nie było. Bo pracownicy Agencji są także od tego by POMAGAĆ rolnikom i z całą pewnością znaleźliby rozwiązanie tej sytuacji, satysfakcjonujące także rolnika. Rolnik postąpił jednak inaczej. Po wizycie naszych inspektorów i stwierdzeniu, że stan faktyczny mija się z rzeczywistością tzn. zamiast 14 stanowisk w unowocześnionej oborze jest ich 10, postanowił dobudować brakujące cztery stanowiska w innym miejscu i rzeczywiście pracę tę wykonał i zmieścił się w czasie przewidzianym pierwotnie na zbudowanie 14 stanowisk w budynku wskazanym (w złożonym do ARiMR wniosku) do przeprowadzenia dostosowania do standardów UE. Tyle, że w ocenie ARiMR, niestety nie "załatwiało to sprawy", bo rolnik podpisał wcześniej oświadczenie, że wykonał całą zaplanowaną inwestycję (i to we wskazanym we wniosku o wsparcie budynku), a to przecież nie było prawdą. Dlatego ARiMR (zgodnie z obowiązującymi ją przepisami) zażądała od rolnika zwrotu pierwszej raty pomocy, którą wypłaciła oraz nie wypłaciła mu drugiej transzy wsparcia. Rolnik nie zgodził się z tą decyzją i skierował sprawę do sądu. Sąd I instancji, po rozpatrzeniu sprawy wydał wyrok, że Agencja nie ma podstaw do domagania się zwrotu od p. Włodarskiego wypłaconej mu wcześniej pierwszej transzy pomocy i w konsekwencji zobowiązana jest do wypłaty drugiej transzy pomocy. Sąd uznał, że najważniejsze jest, że rolnik w końcu wykonał zaplanowaną inwestycję i zmieścił się w czasie przewidzianym na to w przepisach prawa. A to, że złożył do ARiMR fałszywe oświadczenie, o wykonaniu inwestycji której w rzeczywistości nie wykonał, nie może, zdaniem sądu, stanowić podstawy do domagania się przez Agencję zwrotu pierwszej raty pomocy. ARiMR odwoływała się od tego werdyktu, bo byliśmy zdania, że skoro rolnik złożył oświadczenie o wykonaniu całej inwestycji w danym dniu, to my musimy ocenić jej zgodność ze stanem faktycznym stwierdzonym w dniu wskazanym przez rolnika. A niewątpliwie w dniu, w którym p. Włodarski złożył w ARiMR oświadczenie o wykonaniu 14 stanowisk dla krów, ta inwestycja nie została zrealizowana, bo stanowisk tych było w tym momencie tylko 10. Dlatego też, będąc pewnym swoich racji ARiMR zwróciła się do sądu II instancji, o ponowne rozpatrzenie tej sprawy, lecz tam wyrok pierwszej instancji został utrzymany. Także skarga kasacyjna, którą wniosła ARiMR nie została uwzględniona. W ten sposób ARiMR wyczerpała ścieżkę odwoławczą i zgodnie z wyrokiem zaniechała od p. Włodarskiego zwrotu pierwszej raty pomocy i w konsekwencji wypłaciła mu drugą ratę wsparcia. Wyroki były rzeczywiście korzystne dla rolnika, co wielokrotnie podkreślano w reportażu, ale warto też zauważyć, że żaden z nich nie wskazywał na złamanie prawa przez ARiMR, a takiej informacji już redakcja nie podała.
Chciałbym też zwrócić uwagę na kilka błędów formalnych, które nie mają większego znaczenia dla całej sprawy, ale niestety nienajlepiej świadczą o rzetelności redakcji "Magazynu Ekspresu Reporterów". W materiale o problemach rolnika z ARiMR został bowiem np. użyty spot telewizyjny promujący efekty wdrażania Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 - 2013, opatrzony komentarzem, że w ten sposób Agencja reklamuje jedno z działań unijnych. Ten spot nie reklamuje żadnego działania wdrażanego przez ARiMR w latach 2004 - 2006, gdyż powstał dopiero w 2011 r. i promuje efekty całego PROW na lata 2007-2013. Ponadto trudno zrozumieć dlaczego, autorzy tak znakomitego przecież programu jak "Magazyn Ekspresu Reporterów", którzy są laureatami m.in. tegorocznych Wiktorów, nie potrafią poprawnie nazwać naszej instytucji. Używają bardzo różnych nazw. Zaczynają od Agencja Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa, przechodzą do poprawnej nazwy Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, by w kolejnych zdaniach porzucić ją i naszą instytucję nazwać Agencją Rozwoju.
Na koniec pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że orzeczenia sądów nie przełożą się na zmniejszenie unijnego wsparcia na działania modernizujące polskie rolnictwo w kolejnych latach. Kontrole unijne są bowiem bardzo skrupulatne i wychwytują wszelkie nieprawidłowości pomiędzy zawartymi umowami czy wydanymi decyzjami o przyznaniu pomocy, a ich faktyczną realizacją przez beneficjentów, a zwłaszcza w rozliczaniu udzielanego wsparcia, co może sprawić, iż "zwycięstwo" p. Włodarskiego może okazać się dla naszego kraju i innych rolników "Pyrrusowym zwycięstwem".
Z poważaniem
Marek Kassa
Rzecznik Prasowy ARiMR





















